Pierwotnie artykuł miał dotyczyć wizji relacji Polski (autonomicznych lub za pośrednictwem UE) z krajami Azji Wschodniej. Niestety żaden z spośród trójki głównych kandydatów w wyborach prezyzydenckich do tej problematyki się nie odnosi. Jeżeli przyjąć za dobrą monetę wizję prezydentury w RP, która powinna długofalowo kreować pozycję Polski w świecie, inspirować debatę nt. znaczenia i globalnych atutów RP czy badać holistycznie globalne środowisko strategiczne, to programy wyborcze wiodących kandydatów powinny wychodzić poza tradycyjnie już zdefiniowane role Polski, jako „członka UE na dorobku” czy „państwa średniej wielkości między Niemcami a Rosją”.
W dzisiejszym artykule chciałbym kontynuować ostatnie rozważania dotyczące podwalin sojuszu japonsko-amerykańskiego, który w optyce wielu badaczy ma realną szansę utrzymać swoje znaczenie przy zmieniającym się układzie sił w regionie. Ze strony Stanów Zjednoczonych jest on przede wszystkim kluczowym elementem powstrzymywania przed powstaniem wrogiej koalicji mocarstw eurazjatyckich, co od I wojny światowej jest żywotnym interesem strategicznym Waszyngtonu. Zbigniew Brzeziński wyodrębniał trzy takie hipotetyczne sojusze, z których dwa były oparte na ChRL – odpowiednio w konfiguracji z Rosją albo z… Japonią (sic!).
Japonia jest znakomitym przykładem tego, że silna gospodarka nie jest magiczną receptą na bezpieczeństwo i stabilność. Obecne położenie geostrategiczne tego mocarstwa jest jednym z najbardziej niekorzystnych, jakie można sobie wyobrazić we współczesnym świecie, a podatność na przerwy w dostawach surowców energetycznych, ich wysoką cenę lub na zakłócenia w transporcie morskim zagraża fundamentom istnienia państwa.
W poprzednim artykule przyjąłem hipotezę, że to tandem USA-ChRL będzie nadawał ton światu. Siła wpływu nie będzie zapewne tak znaczna jak USA i ZSRR po II wojnie światowej, ponieważ jest ograniczona większą liczbą stosunkowo niezależnych mocarstw i podmiotów pozapaństwowych. Wobec tego kluczowe pytanie brzmi: W czym ma się taki prymat przejawiać? Przede wszystkim w definiowaniu globalnych problemów i koordynacji wysiłków na rzecz ich rozwiązania. Jest to zgodne z współczesnym wymiarem władzy, która traci swój dyrektywalny charakter, natomiast w coraz większym stopniu przybiera formę inicjowania debat oraz wywierania wpływu na kwestie polityczne, ekonomiczne czy społeczne. Dodatkowym elementem jest zdolność do skutecznej obstrukcji kwestii podnoszonych przez innych graczy w stosunkach międzynarodowych, czego znakomitym przykładem jest spektakularna klęska konferencji klimatycznej w Kopenhadze w ubiegłym roku.
W prezentowanym we wstępie do tego bloga filmie dokumentalnym padło stwierdzenie, że w XXI wieku będą liczyć się trzy ośrodki siły: Stany Zjednoczone, Chińska Republika Ludowa i zjednoczona Europa. Ten trzeci tylko pod warunkiem harmonizacji swoich polityk zagranicznych i obrony, co w chwili obecnej jest bardzo mglistą perspektywą. W związku z powyższym, najbardziej prawdopodobny jest rozwój systemu wielobiegunowego z wyraźną przewagą Stanów Zjednoczonych i ChRL nad pozostałymi graczami geostrategicznymi – Indiami, na wpół zjednoczoną Europą (potencjalnie w kształcie Unii Europejskiej), Japonią, Brazylią i Rosją. W takiej perspektywie, najprawdopodobniej kluczowe będą relacje sinoamerykańskie.
Obszar, o którym zamierzam pisać, stanie się najprawdopodobniej w najbliższej przyszłości ekonomicznym i politycznym rdzeniem globu. Do tradycyjnie potężnej Japonii w szybkim tempie dołączają Chiny i Indie, a Korea Południowa zaczyna finalnie dopasowywać swą (dotychczas niedoszacowaną) pozycję polityczną do potencjału ekonomicznego. W najbliższym otoczeniu znajduje się najsilniejszy ekonomicznie stan USA, ściśle powiązany z Japonią, Chinami i Tajwanem oraz szereg państw zrzeszonych w ASEAN, posiadających łącznie znaczny potencjał ekonomiczny i wyrażających wolę polityczną integracji na wzór UE. Tę mozaikę dopełnia nieprzewidywalna, wyposażona w broń atomową, Korea Północna z problemem sukcesji władzy, niestabilny Pakistan, autorytarna Birma i dwa obawiające się o własne bezpieczeństwo bastiony cywilizacji Zachodu - Australia i Nowa Zelandia. Z jednej strony można by rzec, że to stanowczo zbyt szeroki zakres zainteresowań jak na jeden blog. Z drugiej strony, ten niezwykle sfragmentaryzowany region globu stanowi nierozłączną całość w przypadku badania spraw polityki i bezpieczeństwa. Przez niektórych badaczy jest on porównywany do Europy okresu 1908-1914 z wiadomymi konsekwencjami, wzmocnionymi przez destrukcyjny charakter nowoczesnej techniki. Przez innych z kolei określany jest jako obszar metastabilny – nie charakteryzujący się częstymi lokalnymi konfliktami, jak w Afryce czy na Bliskim Wschodzie, ale bezpieczny do czasu wystąpienia niekontrolowanego ciągu zdarzeń prowadzącego do bezpośredniej konfrontacji. Jeżeli czynniki ekonomiczne nie będą wystarczające do zapobieżenia powstania sytuacji kryzysowej, to nie ma w tym regionie politycznych instytucji ponadnarodowych zdolnych do deeskalacji napięcia. Analogicznie, postulat stworzenia grupy G2 – czyli stałego forum konsultacji USA-ChRL – jest dalece niewystarczający, albowiem nawet wspólna wola polityczna obu tych mocarstw jest tylko jednym z wielu warunków pokoju w regionie. Przyjmuję formułę blogu za dobrą monetę – ze wszystkimi jej dobrodziejstwami i mankamentami. Specyfika problemu jest tak szeroka, że sama konstrukcja blogu będzie oparta na zasadzie myślenia skojarzeniowego – nie będzie tu żadnej linearności, żadnego żmudnego weryfikowania wszystkich przesłanek i wniosków. Nie znam bowiem książki (nawet najbardziej obszernej), która byłaby w stanie chociaż w zarysie przedstawić polityczne problemy tego regionu. Regionu, który stanowi spójną całość w zakresie bezpieczeństwa i którego stabilność i pomyślność jest stokroć ważniejsza od stabilności i pomyślności np. Bliskiego Wschodu. Obszarem tym interesuję się od dawna do tego stopnia, że był on przedmiotem mojej pracy licencjackiej w Akademii Obrony Narodowej. Bezpośrednim bodźcem do napisania tego blogu był jednak film zamieszczony na Youtube o nieco prowokacyjnym tytule „Chiny vs USA – Wojna Imperiów” (fragment poniżej). Blog ten ma między innymi za zadanie rozwinąć oraz zanegować albo potwierdzić tezy przedstawione w tym dokumencie. Liczę również, że stanie się on przestrzenią do konstruktywnej wymiany myśli między jego czytelnikami.
Adobe Flash Player not installed or older than 9.0.115!
Nowa publikacja o słowackim nacjonalizmie na przełomie XX i XXI wieku
Przygotowaliśmy z Robertem Karsznią krótką analizę fenomenu słowackiego nacjonalizmu w odpowiedzi na szereg wpisów i komentarzy, jakie umieszczono na portalu w związku z wyborami w Czechach i Słowacji. Jest to jednocześnie próba podsumowania i opisania pewnego okresu w historii Słowacji, który naznaczony jest obecnością w głównym nurcie polityki tego kraju Vladimira Meciara i Roberta Fico. Uosabiają oni ewolucję słowackiego nacjonalizmu i jego coraz większe podporządkowanie bieżącym wymogom i interesom grup politycznych oraz biznesowych, związanych z obozem władzy.
Reforma rosyjskiej milicji
Od początku sierpnia do połowy września na stronie internetowej "Законопроект2010.ру" dostępny będzie projekt nowej ustawy o policji. Rosyjską milicję mogą czekać bardzo poważne zmiany.
Koniec aktu pierwszego: finisz kampanii prezydenckiej
W dzisiejszym artykule kilka nieco spóźnionych obserwacji związanych z przebiegiem kampanii prezydenckiej. Bronisław Komorowski wystartował z hasłem „Zgoda buduje”. Sztabowcy PO wyraźnie upodobali sobie wyraz „budować” i wiele skojarzeń z nim związanych.
Nowa publikacja o polityce zagranicznej neokonserwatystów w dziale "Prace i artykuły"
Artykuł przedstawia doktrynę neokonserwatystów amerykańskich w zakresie polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych. W artykule dowodzę, że doktryna ta posiada cechy dwóch kontrastujących ze sobą szkół teoretycznych stosunków międzynarodowych: idealizmu i realizmu. W związku z tym przeprowadzam analizę myśli neokonserwatywnej oraz jej ewolucji na przestrzeni lat, znajdując elementy obu tych teorii. W swoich rozważaniach prezentuję m.in. reakcje neokonserwatystów na przeobrażanie się rzeczywistości międzynarodowej i wynikające z tego zmiany pryncypiów polityki zagranicznej.
13 lipca prezydent Václav Klaus oficjalnie mianował nowy rząd. Trójkoalicji udało się zakończyć rozmowy i sformować gabinet. Premierem, zgodnie z oczekiwaniami, został Petr Nečas, lider ODS.